Walne zebranie 2011
Walne zebranie odbędzie się 18 listopada 2011 o godzinie 17:00 w auli D na wydziale Automatyki Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej.
QRS v2.011 DEMO – 11.11.11
Jedyny słuszny kurs przewodnicki rusza wiosną 2012, ale już teraz możesz spróbować jak to jest być prawdziwym przewodnikiem.
Jesteś zdecydowany by zostać studenckim przewodnikiem górskim? Zastanawiasz się nad tym, ale nie jesteś pewny? Ciekawi Cię jak wyglądają nasze wyjazdy kursowe? A może po prostu chcesz miło spędzić czas i przy okazji dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy o górach?
Jeśli na choć jedno z tych pytań odpowiedziałeś „tak” zapraszamy Cię na…
QRS v2.011 DEMO
Co czeka Cię na tym wyjeździe:
- możliwość zdobycia praktycznych umiejętności i wiedzy o górach
- wejście na szczyt Jałowca w Beskidzie Żywieckim (1111 m n.p.m.) 11.11.11 o godzinie 11:11
- śpiewogrania z gitarą do białego rana
- pulpa
Kiedy:
11-13 listopada 2011. Przewidujemy dwie opcje wyjazdu – już w czwartek wieczorem (10.11.11) oraz w piątek wcześnie rano (11.11.11).
Gdzie:
Pasmo Jałowieckie w Beskidzie Żywieckim.
Cena:
Każdy uczestnik pokrywa koszty wyjazdu na własną rękę tak jak ma to miejsce na naszych wyjazdach kursowych. Koszty wszystkich noclegów to około 30zł.
Zapisy i informacje:
grz.pasieka(at)gmail.com lub 798731180
Walne zebranie 2011
Walne zebranie odbędzie się 18 listopada 2011 (piątek) o godzinie 17:00, jak co roku na Politechnice Śląskiej. Dokładne miejsce zostanie podane jak tylko dokonamy rezerwacji sali.
III Rajd IGROWY, 7-8 maja 2011
III Rajd IGROWY 2011, 7-8 maja 2011
dla studentów Politechniki Śląskiej, absolwentów i wszystkich innych…
Trzy trasy do wyboru!
1. Ze Zwardonia przez Sołowy Wierch, Ochodzitą, Koczy Zamek
Zapisy:
Agnieszka Widak
tel. 785 917 308
email: aga.widak@gmail.com
2. Z Wisły Dziechcinki przez Stożek, Kubalonkę, Stecówkę
Zapisy:
Jarek Rak
tel. 600 208 762
email: jaraczek@gmail.com
3. Ze Szczyrku przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Baranią Górę
Zapisy:
Justyna Kołodziej
tel. 500 182 823
email: justyna-kolodziej@o2.pl
Meta: Chatka AKT „Watra” na Pietraszonce.
Na mecie: ciepły posiłek, konkursy z nagrodami, III turniej siatkówki górskiej „O Złote Gacie Chatkowego”, impreza w stylu średniowiecznym (specjalna nagroda za najlepsze średniowieczne przebranie) i śpiewogranie do białego rana
CENA: 20 zł
Organizatorzy zapewniają: nocleg w warunkach turystycznych, ciepły posiłek na mecie, profesjonalną opiekę przewodnicką na trasach, śpiewnik rajdowy dla każdego uczestnika.
Organizatorzy:
Grzegorz Pasieka
Andrzej Spintzyk
Łukasz Spintzyk
Dariusz Ciomber
Kontakt:
Grzegorz Pasieka
tel. 798 731 180
email: grz.pasieka@gmail.com
EXCHANGE STUDENTS: another event is waiting for you to participate!
Rajd IGROWY is a weekend mountain trip we organize with AKT “Watra”. There are 3 groups you can join, each of them going a different route. We will begin the trip on 7th of May 2011. All 3 groups meet in a mountain cottage Pietraszonka. We have of course some attractions for the evening: mountain volleyball tournament “For the Golden Pants of the Cottage Boy” and medieval party with some crazy competitions (reward for the best costume).
To sign up for the trip, choose the route you’d like to go and contact the guide of this group who will provide you with all details.
1. From Zwardoń through Sołowy Wierch, Ochodzita, Koczy Zamek
Contact: Agnieszka Widak, tel. 785 917 308, email: aga.widak@gmail.com
2. From Wisła Dziechcinka through Stożek, Kubalonka, Stecówka
Contact: Jarek Rak, tel. 600 208 762, email: jaraczek@gmail.com
3. From Szczyrk through Skrzyczne, Malinowska Skała, Barania Góra
Contact: Justyna Kołodziej, tel. 500 182 823, email: justyna-kolodziej@o2.pl
The trip costs 20 PLN. It includes accomodation, a hot meal on Saturday evening and guide service.
You can also contact organizer if you have any questions:
Grzegorz Pasieka, tel. 798 731 180, email: grz.pasieka@gmail.com
Nadzwyczajne Walne Zebranie, 15 kwietnia 2011
15 kwietnia 2011 odbędzie się Nadzwyczajne Walne Zebranie. Będzie ono poświęcone założeniu Stowarzyszenia SKPG „Harnasie”.
Zebranie odbędzie się na Wydziale AEiI, w auli „D” (parter). Początek o godzinie 18:00.
Prosimy o zabrnie ze sobą dowodów osobistych (potrzebne będą dane jak nr dowodu osobistego oraz numer PESEL)!
Apel burmistrza miasta Żywiec
12 grudnia 2010 wycofano pociągi z linii Żywiec – Sucha Beskidzka, która między innymi umożliwia dojazd do naszej chatki. Zamiast pociągów wprowadzono zastępczą komunikację autobusową. Apel burmistrza miasta Żywiec przeciwko wycofaniu pociągów można poprzeć za pośrednictwem strony http://www.zywiec.pl/stat.php?ankietapkp
Po weekendzie remontowym
No i po weekremie
Porobiono sporo i owocnie pojedzono (dzięki Jagodzie, Aśce, Agnieszce i pomocniczkom)
- zdjęto i wymieniono dach nad wschodnią częścią ganku (wymiana krokwi, łat, połaci dachowych) – tu wielkie uznanie dla Marcina Derejczyka!
- rozpoczęto poprawianie mocowania rynny SE
- przekopano rów i położono kabel do ubikacji, założono nową instalacje elektryczną – oświetlenie znów działa!
- przekopano rów i położono rurę odwadniającą piwnicę, a tym samym dokończono odwadnianie chatki
- postawiono konstrukcję górnej części kominka (rama metalowa, płyty kg i izolacja)
- wykonano kilka konstrukcji drewnianych na ławy i stół, szlifowano i malowano
- wykoszono dalszą część chaszcza pónocnego, oznaczając granice naszej nowej działki
- poprawiono konstrukcję kaszty na żwir i piasek, przemieszczając przy okazji kupę tłucznia
- oczyszczono i pomalowano oszalowanie ozdobne szczytu ganku
- dodano przegrodę do kompostownika
- rąbano, cięto i układano drewno
Udział wzięło 19 osób : m.in. (z Harnasi: Maciej S., Krasnal, Marcin D., Krzysiek Krawiec, Radeck), Jagoda, kursant Jasiek, exkursanci: Aśka, Lenor oraz Toudi z Elizą, pH Dorian Borek i Agnieszka Franke.
Wszystkim dziękujemy za ciężką pracę i zapraszamy na kolejne edycje WEEKREMu.
Wisła i Trójwieś kursanckim okiem
Wisła i Trójwieś kursanckim okiem – czyli jak to było i dlaczego 18-19.04.2009
To była piękna sobota. Tylko zaczęła się zbyt wcześnie rano.
Spotkaliśmy się wszyscy w Wiśle na Placu B. Hoffa pod budynkiem Muzeum Beskidzkiego, czyli dawną karczmą. Wtedy też musiało być tu fajnie, może mniej edukacyjnie, ale dałoby się spędzić tu kilka miłych chwil nad zimnym piwem w ciężkim glinianym kuflu i solidną porcją baraniej pieczeni. Rozmarzyłem się. Przepraszam. W Muzeum powitała nas Pani Małgorzata Kiereś, która przy kawie czy herbacie przedstawiła nam, jak wyglądało życie ludzi na terenach Beskidu Śląskiego w dawnych czasach, opowiadała o sałasznikach i innych ciekawostkach etnograficznych regionu. Tak spędziliśmy pierwsze godziny tego wyjazdu kursowego.
Kolejnym punktem obowiązkowym był Zameczek Prezydencki w Wiśle Czarne. Pani Przewodnik Zameczkowa przywitała nas w holu hotelu mieszczącego się w Dolnym Zameczku. Pierwszym co rzuciło się w oczy był cennik – niebagatelna cena za nocleg 200zł, ale podobno dają śniadanie gratis. Niektórzy spędzili chwile błogiego rozluźnienia w hotelowej toalecie (złote klamki, perłowa deska sedesowa i inne luksusowe elementy wyposażenia i wystroju).
[Tu w opowieści pojawia się Maestro z rodziną]
Następnie poszliśmy do Zameczku Właściwego, gdzie już nic fajnego nie było (chociaż niektórym się podobało i twierdzili że mogliby tam zamieszkać). Najciekawsza z tego wszystkiego była kaplica drewniana obok Zameczku.
[Tu z opowieści znika Maestro z rodziną]
Po obcowaniu z Majestatem Wyższym i architekturą dwudziestolecia międzywojennego przejechaliśmy na przełęcz Kubalonkę. Odwiedziliśmy bar w kształcie obudowanej chatką beczki, Wojewódzki Ośrodek Chorób Płuc Dzieci i Młodzieży oraz kościółek przeniesiony tu z Przyszowic koło Gliwic (niestety tylko z zewnątrz, gdyż jakaś szczęśliwa para uszczęśliwiała się tam jeszcze bardziej biorąc ślub). I dalej w drogę…
…która doprowadziła nasze Mechaniczne Rosynanty pod kościół pw. Dobrego Pasterza w centrum Istebnej. To był już wieczór. Kolacja, snucie planów (jakże ambitnych – ponad 20 kilometrów pieszo) na dzień następny i słodki sen w apartamentach PTSMu „Zaolzianka” o apartamentach hotelu „Zameczek”.
Niedziela. Niedziela zaczęła się jeszcze wcześniej niż sobota. Kurs cierpiał na bezsenność religijną i poszedł na 7:30 do kościoła na Mlaskawkę, mnie, skromnego kronikarza, autora tej relacji, zostawiając ze składnikami śniadaniowymi i zleceniem zrobienia najważniejszego posiłku dnia. Wrócili. Śniadania nie było. Już nie było. Ich strata. No dobra… trochę im zostawiłem, świnią nie będąc.
Po śniadaniu nastąpiły niesamowite roszady samochodowe (dwa auta pojadą tam, kolejne dwa tu, jeden wróci, ten zabierze tych stąd, a wy idźcie pieszo!). Sposobami znanymi tylko kursantom spotkaliśmy się bez strat własnych w Chacie Kawuloka na kolejnej porcji etnografii, okraszonej muzyką sałaszniczą (solówka Krzysia Roczniaka na trombicie – bezcenne). Magiczną mocą znaleźliśmy się pod Ochodzitą, a mocą własnych nóg nawet na jej szczycie (magiczna moc tam już nie dociera).
P A N O R A M K A. D Ł U G A P A N O R A M K A.
O D P I L S K A D O P I L S K A.
Przejście przez przełęcz Rupienkę i przysiółki Wierch Czadeczka i Zapasieki, doliną Czadeczki i bezdrożami Słowacji do Trójstyku i Jaworzynki Trzycatka (jak widać ambitne plany się skróciły) gdzie skończyła się nasza autokarówka samochodowa i podziękowawszy Juzi za nadzór inwestorski nad grupą rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę.
Rumcajs
Baaaaaaaaaardzo długa panoramka z Ochodzitej
Szkolenie ratownicze
Wyjazd rozpoczął się nietypowo – dotransportowaniem się naszego miłego kursu samochodami około godziny 11 do Domu Turysty PTTK „Hanka” w Zawoi. Przez niektórych wystrój naszego miejsca noclegowego został określony jako „pokomunistyczne bezguście”, typowe dla podobnych obiektów. Łóżeczka bądź mięciutkie materace z pościelą na antresolach zostały nam zapewnione nam przez Kierownictwo, wraz ze sporą ilością łazienek z (b.)ciepłą wodą (;)) i/lub wrzątkiem na wszelkiego rodzaju zalewajki.
Po przekąszeniu tradycyjnego wspólnego posiłku wyruszyliśmy przecierać szlaki terenu uprawnień. Tym razem naszym celem miała być Przełęcz Jałowiecka oraz nauka torowania w śniegu
, która dana nam była im wyżej tym bardziej intensywnie i inwazyjnie dla naszych biednych i zmęczonych mięśni i głów, które się łamały ile tej drogi jeszcze przed nami i czy faktycznie maksyma Ambrożego z kondycyjnego nie ma pewnej dozy prawdopodobieństwa. Trzeba przyznać, iż torowanie to sztuka trudna, męcząca i wybitnie uciążliwa szczególne dla torującej osoby
Łagodziło jednak nasze samopoczucie piękno otaczającego zimowego krajobrazu i niesamowity błękit nieba. Pogoda była słoneczna, bez świeżego opadu śniegu; trzymał lekki mrozik. W niższych partiach śnieg sięgał nam po kolana, u góry hm… po moje pachy
Powrót tą samą, utorowaną przez nas ścieżką, bywał urozmaicany wpadaniem z premedytacją w jego głębsze i nieprzedeptane warstwy, np. z „pomnika przyrody” będącego wystającym korzeniem. Podsumowując – bawiły się „dzieciaki” na śniegu
Po powrocie (już porą ciemną) czekała na nas perspektywa zjedzenia posiłku, który dla większości z nas miał postać kiełbasek, 1 ¾ ciastka oraz co kto tam miał to znosił do jadalni. Oczekiwaliśmy pana Goprowca i jego wykładu, lecz niestety czynniki niezależne zdecydowały za nas i całość szkolenia ratowniczego odbyła się następnego dnia na Markowych Szczawinach i przełęczy Brona. Tymczasem resztę wieczoru spędziliśmy dobrze bawiąc się w swoim towarzystwie: grając w zapewnione nam przez Agatę i Jarka „Prawo dżungli”, „Wypas”, „Owieczki”(?), „Hodowlę” itp. oraz konwersując.
Następnego dnia brutalna pobudka o 7, śniadanko i wymarsz na Markowe Szczawiny, gdzie znaleźliśmy się przed południem. Na miejscu czekał nasz wykładowca – Goprowiec, który w bardzo sympatyczny i przystępny sposób prezentował nam środki do transportu poszkodowanych: wózek alpejski, deska kanadyjska, akia, deska ortopedyczna, materac próżniowy itp. Oczywiście, przypinaliśmy się i nosiliśmy nawzajem
. Mieliśmy też okazję posłuchać opowieści o metodach ratowania oraz zwiedzić dyżurkę i zobaczyć wszystkie sprzęty Goprowców, którzy oprócz defibrylatorów, butli z tlenem i radia posiadają również telewizor, mikrofalówkę, ciepełko i mięciutkie łóżeczka
Lekko zmarznięci ciągłym staniem na 10 stopniowym mrozie w końcu wyruszyliśmy na przełęcz Brona, aby tam odbyć część praktyczną szkolenia. Pod nawisem śnieżnym odbyliśmy krótkie szkolenie lawinowe, tzn. rozpoznawanie rodzaju śniegu, badanie jego konsystencji, aby w razie czego móc ocenić warunki podczas zimowego chodzenia po górach. Oczywiście godzina stania wychładza, więc ratowaliśmy się tak jak zawsze gorącą herbatką z termosów i kanapkami kursowej roboty. Pan Goprowiec przygotował dla nas super atrakcje, które rozgrzały nas lepiej niż herbata, czy inne specjały, przerywając jedyną tego dnia panoramkę na samej przełęczy (słowo JEDYNA wężykiem, w ramkę, i nad łóżko – niemożliwe prawda
), a był to zjazd w KLUCZU FRANCUSKIM (przyznam się publicznie – pierwsze skojarzenie pognało do szafki z narzędziami ojca
). Zaczęło się od mocowania liny na łopacie turystycznej, oczywiście zaklinowanej w dołku, a później na grzybku wydrążonym w śniegu, który kształtem nie przypomniał niczego konkretnego ale wytrzymał wszystkie zjazdy. No i wreszcie nadszedł czas próby – zjazd na linie. Mimo, że większość pierwszy raz i z lekkim stresem, wszyscy poradzili sobie znakomicie, a na końcu liny każdy lądował z bananem na twarzy. W międzyczasie i później nastąpiły spontanicznie zainicjowane dupozjazdy – rewelacja! Pan Goprowiec zaplanował dla nas (za) dużo, więc niestety nie przetestowaliśmy tajemniczego sprzętu dźwiganego przez Krasnala w czerwonym worku i innych ciekawostek. Nikt nie wie co to było ;( Na sam koniec mieliśmy za zadanie znieść na dół poszkodowanych na środkach transportu tworzonych z tego, co na nas i przy sobie – full improwization. Jedna grupa znosiła Adasia zasłabniętego – chłopaki (sztuk 3) użyli do tego jabłuszka, plecaka, pętli i ślizgali go w dół. Druga grupa, liczniejsza, opatrywała ranną Węgierkę (śliwkę:P) z złamanym podudziem – rola w wykonaniu Natalii. Użyto 2 plecaków, kilku sznurków, szalików, innych wiązaczy oraz karimaty. Pan Goprowiec i Maciek pochwalili co było do pochwalenia, skarcili co było do skarcenia i tak zakończyła się nasza przygoda z ratownictwem w rejonie Babiogórskiego Parku Narodowego. Podziękowaliśmy i pożegnaliśmy się pięknie z Panem Goprowcem. Zeszliśmy na dół bardzo szybciutko i dopakowując do plecaków zostawione w „Hance” rzeczy, powoli wg określonych składów samochodowych podążyliśmy spokojnie do naszych domów.
Bogusia Śpiewak
Ćwiczenia z transportu poszkodowanego

