Jak zapisałem się na kurs przewodnicki

Po co zapisać się na kurs? Odpowiedź jest oczywista, żeby odbyć szkolenie na przewodnika beskidzkiego, poznać Beskidy i nauczyć się prowadzić grupę ludzi w górach. To wspaniały cel, ale czy to wszystko co oferuje kurs? Czy to wszystko co oferuje Koło? Istotnie, jest to wierzchołek góry lodowej, gdyż Koło i kurs oferują znacznie więcej. A co dokładnie? Żeby odpowiedzieć na to pytanie opowiem o swoich doświadczeniach z czasów kiedy byłem kursantem.

Była szara i pochmurna zima, kiedy mój kolega Marek zaproponował mi „Seba, zapiszmy się na kurs”. Byliśmy wtedy na pierwszym roku studiów i snuliśmy nieśmiało różne plany górskich wyjazdów. Na pytanie Marka odpowiedziałem więc „Jasne, czemu nie?”, choć nie wiedziałem tak naprawdę, czego się po takim kursie spodziewać. Liczyło się dla mnie to, że spróbuję czegoś nowego.

W końcu pojechałem na swój pierwszy wyjazd kursowy. Wyszedłem z domu niewyspany, ponieważ tak zależało mi, by się nie spóźnić na pociąg, że obudziłem się na dwie godziny przed budzikiem i nie potrafiłem już zasnąć. Wsiadłem w pociąg i ruszyłem w nieznane. Rzeczywiście, nie znałem praktycznie nikogo na kursie. Powoli jednak poznawałem innych kursantów oraz harnasi i stopniowo wszyscy coraz swobodniej czuliśmy się we wspólnym towarzystwie.

Podróż koleją i busem dobiegła końca, dotarliśmy na punkt startowy naszej trasy i rozpoczęliśmy wędrówkę. Wdrapaliśmy się na Rysiankę i spędziliśmy tam trochę czasu, pogoda była doskonała. Czad! Uczyliśmy się rozpoznawać góry w terenie i opowiadać panoramy grupie. „To tak się w ogóle da?” pomyślałem. Frajda ze wspólnej pracy nad mapami była nieziemska, tak jak okoliczności górskie w których przebywaliśmy.

Po kilku godzinach pomaszerowaliśmy dalej i coraz bardziej mi się podobało. Gdy robiło się ciemno, gdy psuła się pogoda, my zawsze byliśmy szczęśliwi i pozytywnie nastawieni na myśl o kolejnych wyzwaniach. A że buty były mokre i do celu było daleko? To nic nie znaczyło. Żadne zło nie było nam straszne.

W końcu dotarliśmy na miejsce noclegowe, czyli do schroniska młodzieżowego w Sopotni. Prowadzący wyjazd zlecił mi bojowe zadanie „Seba, pozbieraj od ludzi pieniądze na opłatę za nocleg”. Dziś się z tego śmieję, ale wtedy sprawiło mi to nie lada problem. Tylu nowych ludzi, których imion nie zdążyłem jeszcze zapamiętać… Już niedługo kurs pozbawił mnie takiej nieśmiałości. Zanim poszliśmy spać, zrobiliśmy wspólnie kolację i po jej zjedzeniu integrowaliśmy się. Były dyskusje, śmiechy i długie godziny śpiewów, wszyscy to uwielbialiśmy.

Noc była długa, ale sen krótki. Rano ruszyliśmy w drogę do Żywca. Dostałem wtedy pierwszy raz prowadzenie grupy. Zrobiło mi się ciepło. „Że co? Ja mam ich ogarnąć, a oni mają mnie słuchać?” Owszem, tak miało być i z czasem, jak kurs mijał, zadanie to stawało się coraz prostsze.

Od tego momentu żyłem głównie kursem. W przerwach od zajęć na studiach, sprawdzałem czy są już dostępne szczegóły kolejnych wyjazdów. Wyczekiwałem każdego z nich, ponieważ pragnąłem uczyć się gór, zdobywać wiedzę i umiejętności przewodnickie. Chciałem poznać nowe dla mnie, niesamowite i ciekawe miejsca. Miejsca, których nie poznałbym, gdyby nie uczestnictwo w kursie. Chciałem spędzać czas z przyjaciółmi i dzielić się z nimi dobrym nastrojem i uśmiechem.

Przyjaciele, których poznałem na kursie i w kole sprawili, że zacząłem patrzeć dalej w świat, a kontakt z drugim człowiekiem, choćby nieznajomym, stał się dla mnie swobodny i naturalny. Na kursie odbyłem swą pierwszą zagraniczną podróż. Pojechaliśmy pociągiem do Rumunii i przeżyliśmy liczne przygody w Karpatach Południowych. Mój apetyt rósł w miarę jedzenia i gdy jakiś czas później kolega zapytał mnie, czy nie chciałbym się wybrać na wyprawę kaukaską, powiedziałem jak zwykle „Jasne, czemu nie?” i pojechałem.

Czas mijał i kurs musiał się kiedyś skończyć. Dwa wspaniałe lata szkolenia i przygód zostały zwieńczone uroczystym przyjęciem do Koła. Co mi ten czas dał? Czego mnie nauczył i jak zmienił moje życie?

Nauczył mnie jak postępować na szlaku z ludźmi, jak nawiązywać z nimi kontakt, jak znaleźć drogę i jak poradzić sobie w trudnych sytuacjach. Otworzył mnie na ludzi, bo już nie boję się z kimś porozmawiać, poprosić o pomoc, czy załatwić jakąś sprawę. Sprawił że świat jest dostępny dla mnie na wyciągnięcie ręki, bo wiem że dotrę wszędzie tam, gdzie mi się wymarzy, mimo że dysponuję skromnym, studenckim budżetem.

Co dla mnie najważniejsze, kurs sprawił że zaprzyjaźniłem się z Beskidami, że znam je jak własną kieszeń, że mam tam swoje ulubione miejsca i że wracając do nich, wracają do mnie piękne chwile, które przeżyłem na kursie.

Sebastian Lenartowicz – blacha SKPG Harnasie nr 391, absolwent Kursu Przewodnickiego 2014/2015



Zapraszamy na kurs przewodników beskidzkich osoby zamieszkujące miasta regionu: Gliwice, Katowice, Zabrze, Bytom, Tarnowskie Góry, Ruda Śląska, Sosnowiec, Rybnik, Żory, Chorzów, Świętochłowice, Siemianowice Śląskie, Mysłowice, Mikołów, Piekary Śląskie, Czeladź, Będzin, Dąbrowa Górnicza, Wodzisław Śląski, Jastrzębie Zdrój, Knurów, Tychy, Jaworzno.